Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

17 grudnia 2015

Oni

Moje dzieci mnie wciąż zadziwiają, przecież wydawać by się mogło, że znam każdy najdrobniejszy fragment ich myśli, a one mnie zadziwiają.
Wyobrażam je sobie często, a one po za to wyobrażenie wychodzą i znów stoję z ustami szeroko otwartymi w zdziwieniu permanentnym.
Robią, mówią rzeczy o które bym je nie podejrzewała.
To chyba już tak będzie do końca, nie zgłębię tych dwóch tajemnic, będę im zwyczajnie towarzyszyć w odkrywaniu świat, siebie, będę szeptać do uszek  zaklęcia o miłości, radości, dobrym losie.
Będę mamą.


4 września 2015

A gdyby Cię zapytał?

Siedzimy na kanapie, czytam im książkę o średniowieczu, co jedli, co pili, jak często się kąpali, i nagle Olo pyta '' mamo, a po co ja żyje? Przecież tylko jem i pije.
Podniosłam głowę z nad lektury i zaglądam czy zażartować teraz można, czy to jakiś grubszy kaliber, a na twarzy mojego syna wyczekiwanie i napięcie wymalowane, wiem już że żartem się nie wykpię.
Książka zamyka się ze swoistym hukiem i mówię mu tak: kochany żyjesz dla nas, dla mnie i dla taty żeby nam się chciało, chcieć, żeby nam brzuchy z twoich żartów pękały, i kapcie od pomysłów spadały, żebyśmy mogli czuć dumę przy każdym twoim życiowym kroku, żebyśmy wiedzieli, po co to wszystko?
Ale najdroższy przede wszystkim  żyjesz dla siebie.Bo wiesz, życie jest piękne, a ty je dopiero poznajesz, jesteś na początku tej księgi, tyle Ci jeszcze wolno, tak wysoko, daleko możesz.
Jesteś kimś jedynym, a przez to ogromnie ważnym, nie ma drugiego takiego egzemplarza i musisz pamiętać, wiedzieć, że Twoje życie jest bezcenne, jedynym mój kochany synu.


czasem i mali ludzie noszą duże ciężary


mamo, wszystko dobrze tylko nie płacz po raz kolejny ze wzruszenia :)
 

31 stycznia 2015

A babci było Adolfa

 




 A babci było Adolfa.
Było, bo po wojnie wezwali ją i kazali zmienić, kobieca natura i hardość której nabrała przez ciężkie czasy, kazał zadać pytanie '' a co ja niby miałbym tym imieniem zrobić? Podobało się matce to tak dała, skąd miała wiedzieć, że będzie tak się nazywał największy potwór na świecie''.
Zmieniła i zaczęła nowe życie, naprawdę nowe, bo wojna minęła, bo na śląsku, bo z innym dowodem.
A wcześniej?
Gdy miała szesnaście lat, wyjechała ze swojej małej wsi, malowniczo położonej gdzieś na ziemi kieleckiej( naprawdę ładnie tam, byliśmy  raz w czasie urlopu) do ciotki do Warszawy.Pomagała w hostelu, gdzie gośćmi byli głównie żydzi, dobrze było, bo choć praca ciężka miała swój kąt, goście mili, pełny brzuch.
Te dobre czasy nie trwały jednak długo,  zaledwie dwa lata, a potem Warszawa już nie była tą samą  goście pouciekali, ciotka też poszukała gdzieś schronienia, a Adolfa poznała mężczyznę i z nim chciała budować swoje życie.
Stolica cierpiała, okupanci byli wszędzie, wszechogarniający strach, niepewność, żal.
Pierwsze dziecko poroniła ,nie wiedziała nawet czy chłopczyk czy dziewczynka.
Uciekli tuż przed powstaniem w rodzinne strony, aby tam ukrywać się w lesie, bo domy zajęte były przez Niemców. Rodzi się drugie dziecko, w lesie, jest zimno, głodno, przyplątuje się zapalenie piersi, ogromny ból, gorączka.
Maleństwo choruje  znikąd pomocy, odchodzi tam w tym lesie.
Ale trzeba żyć dalej, mężczyźni w partyzantce, trzeba mieć choć cień nadziei że kiedyś będzie lepiej,mają go.
Wojna kończy się, to czuć i widać, żołnierze niemieccy już też jakby inni, jakby bardziej ludzcy.
Młodzi ludzie szukają swoich miejsc w tym poobijanym kraju i znajdują na śląsku, wcale nie jest tak różowo,  nie mówią gwarą,  są inni, rodzą się dzieci, niby normalne życie, kolejki,pierwszy telewizor, odkurzacz.
    Jak tak na nią patrzę, jest maleńka, drobne dłonie, to myślę ile rzeczy nie wypowiedzianych w niej. Wszędzie ma porządek, ale wszędzie oznacza naprawdę wszędzie.
I myśli same pchają się z siła wodospadu, co my wiemy, czy któraś pochowała dziecko w lesie?
Czy rodziła w miejscu w którym nie chciała?
Czy nie mając co jeść nie mogła wykarmić swojego maleństwa?
Sale w naszym szpitalu położniczym są czyste, ciepłe, nowe.
Dzidziusie pachnące w tych plastikowych jeździkach, na odpowiedniej wysokości, żeby mamie było wygodnie, podają dietetyczny posiłek.
Może warto chwile o tym pomyśleć, bo to nie jest fikcja literacka tak było naprawdę, ja o tym słyszałam.

12 stycznia 2015

Terapeutyczna moc rozstania

Gdy całymi dniami przebywają razem, na wspólnej przestrzeni, dochodzi do spięć.
Walczą o czerwoną kredkę, choć Hania ma ich z pięć, o kamyk do pomalowania, o to kto ma więcej herbaty w kubku.
Kłótnie o bzdurki potrafią zakończyć się, bekiem tak donośnym i przeszywającym, że dziwię się iż  dotąd sąsiedzi, nie donieśli na nas mopsowi.
Teraz, po długim pobycie w domu ruszyli do szkoły i przedszkola, to wspaniałe magiczne miejsca jeżeli chodzi o ich relacje, bo wchodzą w inne grupy i maja czas za sobą zwyczajnie zatęsknić, mają też tematy do omówienia, co jedli z kim się bawili, jakieś pośmiewujki z rzeczy dla mnie abstrakcyjnych.
Rano najpierw jedziemy do szkoły z Olem, tam woła swoja małą siostrzyczkę do szatni i gdy nikt nie widzi, unosi ją pod pachami i daje jej buziaka, widok jedyny to wiadomo.
Ostatnio w przepływie czułości powiedział- Hania masz śliczną sukienkę, na to Hania z lekką nutą wyniosłości w głosie - to jeśt śpódniczka


2 stycznia 2015

Nie taka konsola straszna

Pogoda jaka jest każdy widzi, najpierw mróz i wiatr, teraz odwilż wchodząca człowiekowi do kości.
Dzieci wykorzystują wolny czas na zabawę i radosna twórczość, jednak ich niespożyte bateryjki powodują, że posiłkujemy się konsolą.
Nie siedzą  wbici w kanapy śledząc postać na monitorze, kupujemy tylko i wyłącznie gry w których muszą się ruszać.
Ostatnim hitem jest taniec, śmiejemy się przy tym w głos obserwując te ich pląsy, mają już swoje ulubione choreografie, widać że zapamiętują całe sekwencje podśpiewując pod nosem.Gdy mnie i Krzysiowi uda się w jakiś cudowny sposób dorwać do telewizora, po jednej Rihannie padamy ze zmęczenia, a te dwie małe bomby potrafią tak godzinami.
Taka gra uczy koordynacji, trenuje pamięć i pozytywnie wpływa na nastrój, krążenie.
Demonizowanie wszelkich zdobyczy jest niezbyt  mądre, bo to od nas zależy jak dzieciaki z tego korzystają , czy obłożeni chipsami przechodzą kolejny poziom pauzując tylko na wyjście do toalety.
Czy jest to alternatywa gdy tak jak teraz pogoda nie dopisuje. Warto o tym pomyśleć.
zdjęcie pochodzi z internet

22 listopada 2014

Bo tak też może być

Może być tak, że wcale nie będą na niedzielnym obiedzie z deserem.
Może  być tak, że mając naście lat powiedzą '' nara mamusia jedziemy ratować ginące gatunki kangurów'' plecak zarzucą uśmiech w drzwiach zostawią i tyle.
Może być tak, że na monitorze ich twarze pytające '' a co mam dodać do pomidorówy żeby była taka jak twoja, ale u nas tu w Anglii i tak takich pomidorów nie ma''
No przecież może tak być!
I dziś uczę ich miłości do świata, szacunku do ludzi ale nie mam prawa oczekiwać że kiedyś tam zapłacą mi za uczucia, za czas, muszę już teraz uczyć się tak wielkiej mądrości jaką jest zaufanie i wiara, że tak jest dobrze.
Czas płynie i to przyjdzie, dziś jedno śpi w świeżo zmienionej pościeli, drugie film ze mną ogląda taki dla dzieci i głowo na moim ramieniu kładzie.
Minutę temu napisał na kartce ''moia mama jest pijękna'' rozczulająca ta umiejętność niekształtna i w powijakach ale treść da się wysupłać.
niech już wraca lato, wiem wiem :)

2 września 2014

Mam !

Mam w domu przedszkolaka i ucznia mam.
Mam woreczek ze zmienną odzieżą, gdyby mokra przygoda się przydarzyła i mama tornister z nowym elementarzem.
Mam ubranka na rano uprasowane.
Mam kwitek za ubezpieczenie i plan zajęć tygodniowych.
Mam szafę przetrzebioną w poszukiwaniu bluz, bezrękawników i jesiennych czapek.
Mam uśmiech zachęcający i dodający otuchy, gdy na progu sali ich pozostawiam.
Mam świadomość, że czas płynie
Mam dwoje dzieci.
własne, ogrodowe, w sensie śliwki

na rowerze chwila a jakby inaczej

My

Ogromny ciężki, słodki że aż strach, róg obfitości, tyta

idziemy, jeszcze w słońcu, jeszcze zostawiamy cienie

16 czerwca 2014

jak długo?

Fajnie jest móc skupić się na dzieciach, tak naprawdę z dużą dozą czasu, a co za tym idzie, cierpliwości, z dbałością o szczegóły, o kompot z porzeczek który spokojnie kulka po kulce sami obrywają.
Z wyjazdem w środku tygodnia, bo mało ludzie będzie i ochłodzenie się w fontannach i lodach włoskich, z wyprawami rodzinnymi w miejsca gdzie pięknie i dobrze zjeść dają.
Fajnie tak, cenę pewnie się zapłaci za ten czas radości pełny, ale jest też świadomość że to się skończy, bo takie są koleje i będzie trzeba nową jakość stworzyć, przecież tak wielu udaje łączyć się pracę zawodową z prawdziwym byciem z dzieciakami.
Olo, Ola, Hania upał nie tak straszny- Paprocany

Po szaleństwie jeść, jeść, jeść, nie możemy pojąć gdzie oni to mieszczą

Ola nie zasypiaj! ja Ci żart opowiedziałam

WYGRANA- LÓD


Tu grzecznie podziwiają, za kilka godzin będą ganiać młodsze dzieci i straszyć je w parku :)


Będziesz w Tychach, zarezerwuj sobie stolik '' Pod Prosiakiem'' odbyły się tam ''Kuchenne rewolucje'' i jej no atmosfera, wnętrze, jedzenie szałowe
 

15 marca 2014

na ten deszczeczowy czas

Już kila razy obiło mi się o uszy, spot reklamujący te stronkę naprawdę dobrze zrobiony, teraz mam trochę czasu poczytam może i wam się przyda więc się dzielę a co:)
http://rodziceprzyszlosci.pl/ Miłej lektury

7 marca 2014

Zaszczepić

Czy Wy też tak lubicie biblioteki?
Ja uwielbiam, atmosferę, ciszę, pracujące tam Panie, zapach.
W naszej miejscowości nie jest się anonimowym, gdy przychodzimy z dzieciakami po książki nawiązuje się krótka rozmowa miedzy mną a pracującymi tam osobami, one pytają o dzieci, ja o nowości, ale też widziałam zmiany zachodzące w ich życiu.
Olo i Hania nawet ciszej chodzą, wybierają z półek książeczki , młody uwielbia przyrodnicze a Hanka te najbardziej kolorowe. Siadają przy specjalnym stoliku i cichutko oglądają, naprawdę oni są nie do poznania.
A ja w tym czasie, ruszam na łowy, Pani bibliotekarka prowadzi mnie ,podaje i ja biorę, jedną, dwie i kolejne, a uczucie mam takie same jak przy zakupie super ciucha, to jakieś swoiste podniecenie.
Ostatni wieczór spędziliśmy w towarzystwie " Basi" znacie ją?
     Powstała  cała seria opowieści o tej małej dziewczynce, to co mnie ujmuje w tych książkach to że nie jest odrealniona, naprawdę dzieci mogą się bardzo z nią utożsamiać, jej problemy, radości i język taki prawdziwy, nie skostniały, to wszytko  zaważa na tym, że uwielbiam ją czytać, jest pełna dowcipu i fajnych ilustracji.
    Teraz mieliśmy historie o relacji dziecko- pieniądze i problem ukazany dokładnie tak jak jak go widzę poruszone dokładnie te kwestie które mnie interesują, no zwyczajnie bomba.
A, i ja to okularnik jestem, do tego wieczorem czytamy a czcionka idealna.
Serdecznie polecam.

Skarby moje ale i babska gazetka musi być



Oto Basia

hmm znacie? nie znacie?                          


5 lutego 2014

Ja uwielbiam ich

Bywa że po kila razy dziennie
Bywa że z wczesnego rana i późnym wieczorem
Tańczą, śpiewają wywijają nieznane figury
Jakoś mnie to nie dziwi zważywszy na muzykalność  taty mojego
Śpiewają wszystko, nie ma dla nich muzyki której należy słuchać a która to oznaka braku gustu czy smaku
To mała próbka możliwości
Już po kolacji, już po kąpieli, a jakoś energii bardzo dużo w tych bąkach.
Ten post jest naprawdę bardzo ku pamięci, że tak było, że tak siedziało.


22 grudnia 2013

Jego gołąbki

Ja nie znałam gołąbków na wigilie, byłam zdziwiona gdy już jako małżeństwo przygotowywaliśmy je w tej wersji.
A są hohohoho no jednorazowe, muszą być gigantyczne wiec rok w rok wyszukujemy gigantyczne kapusty, muszą być mało postne z karczkiem, boczkiem i kasza gryczaną.
 Gdy jeszcze tata Krzysia był z nami wymieniali się nimi, choć zjedli wieczerze wigilijną zawsze znaleźli miejsce na gołąbka przypieczonego, polanego śmietaną. 
 Dziś Krzyś robi także to swoje danie, ma małych asystentów, mieszają, próbują, maja przy tym tyle zabawy, a jednak mimo tego gwaru gdzieś pod spodem czuć że nie wymienią się już tym swoimi gołąbkami, bo choć mama także robi i także próbują wzajemnie swoich to, to było takie ich.
4
6

8 grudnia 2013

Przygotówka

Zaczyna się okres w którym dom staje na głowie, przedmioty wyjmowane, wkładane, układane, wyrzucane. I choć wiele osób marudzi że po co przecież sprząta się cały rok, ja lubię tę krzątaninę. Lubiłam od zawsze miałam swój przydział w domu rodzinnym, teraz mam ogromny przydział u siebie. W tle radiowa jedynka, często już Chris Rea jedzie do domu na święta, często prawie czuje zapachy opowiadanych potraw, przeglądam te domowe skarby, odkurzam, wyciągam zdjęcia, pokazuje dzieciom, w szafach na pawlaczach rzeczy dzieci za małe, rozczulam się jacy to mali byli i do piwnicy może jeszcze komuś się przydadzą. W kuchni płyny do wszystkiego do szyb, do tapicerek, pasta do podłóg będzie ubaw jak dzieciakom butki ze szmatek porobię żeby froterowały.
A one, dzieci w tym wszystkim mają swoje pięć minut bo gdy ja skupiona na całym tym szaleństwie, one mikołajowi brodę z kulek bibułowych robią, brokatem dom zdobią, cichutko się bawią bo wiadomo że przy tej radosnej twórczości pojawia się to z czym ja walczę hahah bałagan i galimatias wszędzie, cóż to też jest magia. Mąż gdzieś znika robi przestrzeń dla mojego szału, tylko kartkę w ręku ma i ołówkiem notuje, co to ja wymyśliłam naprawić, zmienić.
Pracy dużo lakier z paznokci ucieka w tempie zastraszającym, ale czas się znalazł na zrobienie ciastek dla Świętego, zjadł a coby nie i nakruszył i kakao wypił, aaaa i o mnie też nie zapomniał, na razie w wirtualu, ale lada dzień pudełko przyniesie kurier.
Powodzenia wszystkim którzy ten czas spędzają podobnie





















21 listopada 2013

słońca zachody i wschody

Dni jak patchworkowa kołdra, łączą się, niby inne a tak podobne, pasują do siebie.
Nie ma we mnie złości na to że tak jest, na tę wszędobylską rutynę, na czynności które z zamkniętymi oczami można by robić, nawet pewnie kroki policzyć i podobna ilość by wyszła.
Pełna zgoda na to, bo docenia się niewidzialne szczęście gdy zrozumie się kruchość jego.
Więcej w Nas teraz spojrzeń, trzymania się za ręce, telefon częściej dzwoni co u Ciebie? jak mija dzień?.
I tekst jeden piękny, ja odkryłam go już dawno, ale teraz tak dobitnie, tak dogłębnie do mnie przemawia.

Tak łatwo z rąk wymyka się.
Ucieka wciąż, znika we mgle.
A ty je chcesz na własność mieć.
Chcesz zamknąć na klucz. Przed światem schować.
Skryć jak skarb, swój prywatny skarb.
Niemożliwe.

Bo szczęście to przelotny gość.
Szczęście to piórko na dłoni,
co zjawia się, gdy samo chce
i gdy się za nim nie goni.

Tym więcej chcesz im więcej masz.
Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd.
Lecz to nie to, nie to, nie tak.
I ciągle czegoś nam brak do szczęścia,
wciąż nam brak, tak zachłannie brak.
Otwórz oczy.

Szczęście to ta chwila co trwa,
niepewna swojej urody.
To zieleń drzew, to dzieci śmiech.
Słońca zachody i wschody.

*****

Więc nie patrz w dal,
bo szczęście jest tuż obok nas.
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu,
wśród chmur, w ciszy traw.
Jest blisko nas, blisko tak, blisko tak!

Bo szczęście to przelotny gość,
przebłysk słonecznej pogody.
I dużo wie, kto pojął, że
szczęście to garść pełna wody.

Szczęście to ta chwila co trwa,
szczęście to piórko na dłoni,
co zjawia się, gdy samo chce
i gdy się za nim nie goni...

To  dzieci śmiech

31 października 2013

zabawa to zabawa

Człowiek odburkujący pół-słowem na morze głupo­ty, nie jest by­naj­mniej na ty­le słaby, by zgro­mić jej krzy­we rac­je.
Głupo­ta ma to do siebie, że nie pot­ra­fiłaby słuchać wy­wodu na po­ziomie wyższym z oczy­wis­tej przyczy­ny - idiota nie poj­mie - więc po co strzępić język?

W danej chwili byłaby to kruszyn­ka inic­ja­tywy w a-f­roncie wo­bec
de­bilizmowi, dla­tego nie dzieląc się da­lej to­kiem myśle­nia, po pros­tu się mil­czy, bo szko­da słów...


W kwestii tłumaczenia się z tego że moje dzieciary chcą się przebierać
Moje bąki nie chcą robić nic złego, one chcą się beztrosko bawić
Wielki dzień starszak kochany, a jak wierszyk mówił ach :)



 

26 października 2013

Wybory

Jakiś czas temu postanowiliśmy że Hania zostaje z babcią, Olo do przedszkola a ja do pracy, wiadomo czynnik wiodący  ekonomiczny.
Wysłane CV i odzew od firmy, naprawdę dobrze rokującej.
Rozmowa kwalifikacyjna , na wysokim poziomie, wymagająca młoda szefowa, typowa kobieta sukcesu,dostałam tę pracę.
Cieszyliśmy się tak ogromnie, bo  miałam mieć, nowe naprawdę fajne koleżanki, młode, ale dzieciate.
Miałyśmy otwierać nową siedzibę, czyli były nowe biurka, nowe komputery, nowe ładnie dobrane segregatory i dodatki, nawet ekspres do kawy był ładny hahaha
Zaczęłyśmy pracę, i niby wszystko bajecznie, bo nowe wyzwanie, bo szansa, a we mnie pustka była.
Z pracy wracałam o 18.00 moje przyzwyczajone do mej obecności łobuzy już wisiały na oknie, szybkie przytulachy i kąpiel i spać.
Każdy dzień tak pusty,taki smutny, bo ja taka kwoczka jestem co to strasznie lubi czas dzieciom poświęcać, choć zanim osoby co to im praca w tych godzinach bardzo pasuje, bo przecież dzieci maja też tatę.
I nie wytrzymałam jakoś przed Mikołajkami dałam wypowiedzenie, wróciłam wtedy do domu, prószył delikatny śnieg, puściliśmy z dziećmi piosenki o zimie o Mikołaju i tworzyliśmy wspólnie ciacha dla Mikołaja, czułam że robię dobrze, że choć będę miała mniej, zyskam o wiele więcej, i tak się stało.
Obecnie pracuje ale naprawdę puki co w fajnych godzinach i jest dobrze.
Drugie moje przesłanie, kochani jeśli podpisujecie ''lojalki'' czytajcie je po dziesięć razy, a nawet dwadzieścia, zapoznajcie się z każdym zdaniem ,a najlepiej nim podpiszecie zanieście do radcy prawnego bo konsekwencje złożenie jednego podpisu bez pomyślenia mogą być bardzo nieprzyjemnie.
Ich namiot

Poranne sobotnie dokazywania



5 września 2013

Książka antystraszydłowa

Jakiś czas temu Olo przed snem prosił, żeby zaglądać pod łóżko, gdy miał wyjąć coś z szafy bał się, o zejściu do piwnicy nie było mowy. Postanowiłam oswoić go jakoś ze strachami w jego głowie, gdyż ja bardzo dobrze pamiętam strach przed wielkim misiem, który to jakoby gapił się na mnie w dzieciństwie.Szukałam, szukałam i znalazłam.
  Książka ''Duszki stworki i potworki'' Doroty Gellner idealnie wpasowała się w gust mojego smyka. Melodyjne zabawne wiersze, okraszone ilustracjami z których to wyskakują do nas przeróżne stwory, potwory ale nakreślone tak że bawią a nie straszą. Wspaniała gra naszym ojczystym językiem daje też frajdę czytającemu, bo dużo tu zbitków sz cz. Olek bardzo szybko nauczył się wielu wierszy na pamięć, bo zwyczajnie wpadają w uszko.
Serdecznie polecam, warto.

30 sierpnia 2013

Jesteśmy katolami?

Przeczytałam ostatnio, że osoby które mają w Polsce więcej niż jedno dziecko to katole.
Najpierw z mężem śmialiśmy się, poczucie humoru u Nas pojemne to i to dźwigneło ale....
Marzyliśmy o tej dwójce, nie o markowych ciuszkach dla nich, nie o pięknych wyposażonych w cudowności pokoikach tylko o dwójce dzieci.
Argumenty atakujących to, że więcej niż jedno dziecko to potencjalni bezrobotni bo rodzic nie będzie miał na kształcenie, na dodatkowe zajęcia, że będą odrzutkami bo nie będzie ich stać na masę rzeczy które to dla jedynka będą w zasięgu  ręki.
   Mąż mój bardzo  ciężko pracuje i dziękować na buty i kurtki na zimę mamy i nawet, ooo teraz szok nawet czasem w restauracji jadamy.
Mam nadzieję że moje dzieci spotkają na swojej drodze takich ludzi, którzy będą patrzeli głębiej niż na metkę.
Śpij niech zły sen Cię nigdy nie obudzi

Czy jest coś lepszego niż ucieczka młodszej siostrze:)

Teraz młoda górą

Kto nie lubi?

Sztuczny uśmiech do fotki :)

Mogę być dzieciorobem, katolem, producentem bezrobotnych, ale zwyczajnie moje dzieci nadają sens mojemu życiu, dzięki nim mi się chce.