Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2015

Sierpień w zdjęciach zamknięty

no co? pomagałam zrzucać węgiel

a potem padałam

sierpień miesiącem jubileuszy

w kopercie, przy łóżku na nas taki list czekał

będę grał w piłę

można? można! wentylator w altanie, a co!

po trzydzieści kroków każdy Alutę pchał

Tu mi najlepiej

Mówiłem że będę grał w piłę, pierwszy trening


Mamo, widzę wrzesień

A jesienią przywitamy małego mężczyznę

Dziadku za mną:)

Ja moim jemu, on swoim jej, tej od której dostał ten fajnisty aparat

Gdy mąż każe Ci się spakować, zrób to bez szemrania, może ockniesz się w Wieliczce

Tatusiu ponoś mnie, proszę

Wieliczka

chłopiec z latawcem

Szaszłyk z chlebem

Uczennica i przedszkolak, lalunie

13 kwietnia 2015

Myśli potargane

Usiadłam wczoraj na ławce, choć to że usiadłam to raczej nadużycie, przycupnęłam zaledwie, gdyż dzieci dzień wcześniej myły ją  z Cleo a ta wyrywała im narzędzi pracy, wskakując i zeskakując z ławki i zostawiając ślady łap wszędzie.
I tak niby to siedząc niby stojąc, głowę jak drabinę strażacką do słońca wysoko, wysoko zadzierałam i myśli takie w głowie.
 O tym domu  co za plecami  stoi, a pod nim ta ławka bo wiatru tu nie ma.
Stoi od lat bardzo wielu, ale czym byłby bez ludzi, kupką materiałów budowlanych, farby, plastiku. Ten dom to piasek wniesiony każdą wiosna i latem w sieni, to chodniki zamalowane kredą, zwykle w tęcze i serca, to deska do krojenia z milionem bruzd po nożu, podłogi ze śladami po kołach pojazdów wszelkich, to każda plama na ścianie po czymś co spadło i rozbryzgało  się malowniczo.
Każdy wbity gwoźdź żeby zdjęcie powiesić, to okna opalcowane bo trzeba do psa dzień w dzień pukać.
Bez tego, dom to tylko bryła, kupka gruzu.
dobre jedzonko, dobre humory

ona suszy się po basenie

on robi to:)

nareszcie pogodny dzień

pod tymi siatkami jezioro, kapitalny pomysł

strawa dla taty choć Olo też się nie nudził

takie samochody zawsze będą kojarzyły mi się ze sceną gdy Kate wysiada z takiego i rusza na Titanica

24 marca 2014

skrzydła anioła

Ta sobota była piękna, nie marcowa, raczej majowa słońce rozlewało się po praniu, po sercach.
Całą czwórką podjechaliśmy  po południową porą, dzieciaki zaopatrzone w stroje ogrodowe bo tak chciała gospodyni.
Przy długaśnym stole i zbiorowisku najróżniejszych ławek i krzeseł siedziała Agnieszka, z ogromnym nożem spokojnie nacinała kiełbaski, pomyślałam jakiż ona ma podobny profil do Ani, gdy przesunęłam wzrok w dół zobaczyłam jej piękny brzuszek w którym pewnie błogo spał Karolek. Zrobiło się gwarno dużo młodych pozytywnych ludzi, rodziców przy których kręciły się to blond to ciemne główki w ilościach i płciach przeróżnych.Byli także rodzice Artura
Ania oprowadziła nas po swoim domu, wykończonym, pięknym, przemyślnym.
Zaparzyłyśmy kawę, dużo kaw w różnych kubkach z trzema łyżeczkami do podziału, było wesoło i miło, chłopcy przy grillu debatowali na tematy które nas kobitek nijak nie interesowały, my miałyśmy swój świat ale i tak ton wszystkiemu nadawały dzieci, które miały raj twórczy, bo dostały farby i sztalugi do tworzenia dzieła jedynego w swoim rodzaju.
Niby to parapetówka i naprawdę nastroje dopisywały, ale ludzie którzy tam byli to nie tylko ci których gospodyni zaprosiła, bo ich lubi czy też rodzina, pokazała mi każdego prawdziwego z krwi i kości człowieka którzy przez ostatnie miesiące pomagali.
Ten znał się na płytkach więc je położył, tamten długie tygodnie pomagał przy dachu jeszcze inny malował, montował oświetlenie, a Ewa to tak wysprzątała że perfekcyjna pani domu by padła, wszystko w czasie tak zwanym wolnym za zgodą żon kosztem nie raz snu, nie odpuszczali, dokończyli dzieła. Gdy tam tak stali zwyczajni przecież, ale dali taki akt ludzkich serc że słów brak, bez nich to by się nie udało.
Zadziałał chyba efekt domina, zaczęło się od niego, od tego że  był w porządku człowiekiem, i to popchnęło ich do takich zachowań.
Myślę że każdy pomyślał o Arturze, każdego zacisnęło ale skoro Ania tak pięknie, tak godnie trzymała fason, to i nam wypadało. Pewnie ich strzeże, pewnie rozłożył skrzydła nad ich domem.

Ps. tekst powstał po to aby ukazać że są w ludziach pokłady dobra i szczerości tak rozległych że psycholodzy, socjolodzy i całe sztaby badaczy naszego pokolenia się nie spodziewają, niech im się wszystkie ścieżki prostują
super zabawa w budowlanym piasku

śliczna
cała ona z tą chudą fajeczką z tą blond głową, oby już ciągle mogła się tak uśmiechać

wspólne dzieło, dzieciaki miały naprawdę wspaniałą frajdę

10 lutego 2014

Przywiązanie

Jeszcze jako narzeczeni remontowaliśmy nasze mieszkanko, pamiętam jak mieliśmy burzyć ściankę aby uzyskać jadalnie. Ja przygotowałam się do tego bardzo konkretnie, ładne granatowe ogrodniczki, chustka na głowie idealnie zawiązana, przecież mój przyszły mąż patrzał.
I gdy już podłogi schły strzelały i pachniały drewnem pojechaliśmy po nasz pierwszy mebel, po stół i krzesła. Znacie je bo są wszędzie w wielu knajpach, mieszankach, były tanie i ładne.Pojechaliśmy starym golfem w czwórkę i te wielkie pudło zajęło nam cale wnętrze samochodu, uśmialiśmy się bardzo podczas tej drogi bo tej pory to wspominamy.
Krzyś poskręcał krzesła ustawił stół i już było domowo.
Na tym stole kąpaliśmy nasze dzieci, były na nim plamy po oliwkach wszelkich, nawet na chwile kropelki fioletu, potem wspólne posiłki i wcierane masło, litry wylanych soczków i herbat,  kilka ugryzień i zdrapań widelczykami. Jedno krzesło nie wytrzymało złamało się i wtedy zaczęliśmy myśleć o zmianie, że teraz może taki blat długi bo coraz więcej nas samych i też tych co do nas wpadają, ale jakoś tak  te wspomnienia o tych kolacjach i długich rozmowach. Dokupiliśmy ławę choć w innym odcieniu oddaliła widmo zmiany.
I tak jakoś sobie pomyślałam że może jednak nie zmieniając zmienić coś, mój zdolny mąż przemalował mi te nasze wspomnienie na biało, jeszcze w domu pachnie farbą a jak gdy wchodzę do jadalni wciąż łapie się na tym jak bardzo zaskoczona jestem
Stół jednak jest, ten sam w nowej oprawie

8 grudnia 2013

Przygotówka

Zaczyna się okres w którym dom staje na głowie, przedmioty wyjmowane, wkładane, układane, wyrzucane. I choć wiele osób marudzi że po co przecież sprząta się cały rok, ja lubię tę krzątaninę. Lubiłam od zawsze miałam swój przydział w domu rodzinnym, teraz mam ogromny przydział u siebie. W tle radiowa jedynka, często już Chris Rea jedzie do domu na święta, często prawie czuje zapachy opowiadanych potraw, przeglądam te domowe skarby, odkurzam, wyciągam zdjęcia, pokazuje dzieciom, w szafach na pawlaczach rzeczy dzieci za małe, rozczulam się jacy to mali byli i do piwnicy może jeszcze komuś się przydadzą. W kuchni płyny do wszystkiego do szyb, do tapicerek, pasta do podłóg będzie ubaw jak dzieciakom butki ze szmatek porobię żeby froterowały.
A one, dzieci w tym wszystkim mają swoje pięć minut bo gdy ja skupiona na całym tym szaleństwie, one mikołajowi brodę z kulek bibułowych robią, brokatem dom zdobią, cichutko się bawią bo wiadomo że przy tej radosnej twórczości pojawia się to z czym ja walczę hahah bałagan i galimatias wszędzie, cóż to też jest magia. Mąż gdzieś znika robi przestrzeń dla mojego szału, tylko kartkę w ręku ma i ołówkiem notuje, co to ja wymyśliłam naprawić, zmienić.
Pracy dużo lakier z paznokci ucieka w tempie zastraszającym, ale czas się znalazł na zrobienie ciastek dla Świętego, zjadł a coby nie i nakruszył i kakao wypił, aaaa i o mnie też nie zapomniał, na razie w wirtualu, ale lada dzień pudełko przyniesie kurier.
Powodzenia wszystkim którzy ten czas spędzają podobnie





















26 października 2013

Wybory

Jakiś czas temu postanowiliśmy że Hania zostaje z babcią, Olo do przedszkola a ja do pracy, wiadomo czynnik wiodący  ekonomiczny.
Wysłane CV i odzew od firmy, naprawdę dobrze rokującej.
Rozmowa kwalifikacyjna , na wysokim poziomie, wymagająca młoda szefowa, typowa kobieta sukcesu,dostałam tę pracę.
Cieszyliśmy się tak ogromnie, bo  miałam mieć, nowe naprawdę fajne koleżanki, młode, ale dzieciate.
Miałyśmy otwierać nową siedzibę, czyli były nowe biurka, nowe komputery, nowe ładnie dobrane segregatory i dodatki, nawet ekspres do kawy był ładny hahaha
Zaczęłyśmy pracę, i niby wszystko bajecznie, bo nowe wyzwanie, bo szansa, a we mnie pustka była.
Z pracy wracałam o 18.00 moje przyzwyczajone do mej obecności łobuzy już wisiały na oknie, szybkie przytulachy i kąpiel i spać.
Każdy dzień tak pusty,taki smutny, bo ja taka kwoczka jestem co to strasznie lubi czas dzieciom poświęcać, choć zanim osoby co to im praca w tych godzinach bardzo pasuje, bo przecież dzieci maja też tatę.
I nie wytrzymałam jakoś przed Mikołajkami dałam wypowiedzenie, wróciłam wtedy do domu, prószył delikatny śnieg, puściliśmy z dziećmi piosenki o zimie o Mikołaju i tworzyliśmy wspólnie ciacha dla Mikołaja, czułam że robię dobrze, że choć będę miała mniej, zyskam o wiele więcej, i tak się stało.
Obecnie pracuje ale naprawdę puki co w fajnych godzinach i jest dobrze.
Drugie moje przesłanie, kochani jeśli podpisujecie ''lojalki'' czytajcie je po dziesięć razy, a nawet dwadzieścia, zapoznajcie się z każdym zdaniem ,a najlepiej nim podpiszecie zanieście do radcy prawnego bo konsekwencje złożenie jednego podpisu bez pomyślenia mogą być bardzo nieprzyjemnie.
Ich namiot

Poranne sobotnie dokazywania



21 października 2013

Było i tak....

Było tak, że mama moja do pracy na Śląsk przyjechała, młoda z dyplomem pielęgniarstwa pod pachę z innym radosnymi koleżankami, na podbój południowych szpitali ruszyły.
A dom w którym się wychowywała był, zwyczajnie idealny, dziadek mój człowiek serce, czekał na nią nie raz na mrozie żeby przez las nie szła sama, gdy ze stancji do domu na wolne przyjeżdżała. Mała wieś rzucona gdzieś na mazurach była tak spokojna, i tak ciepła, że sama myśl ściska i za gardło łapie.
Ale młodość ma swoje prawa, i z rozwianym włosem ruszyła.
W nowym miejscu, wśród ludzi o zupełnie innej jak się okazało mentalności, a nawet języku, ciężko jej było. Opowiadała nie raz gdy pewnego dnia, powiedziano do niej '' weź wyciep to na hasiok'' usiadła wtedy na ławce w parku i płakała bo naprawdę nie wiedziała co ma zrobić.
Dziś już wiele rozumie, dziś ten wymarzony Śląsk faktycznie jest jej domem, kocha duże miasta,pęd, ale wiem że to taki mamusiowy pierwiastek we mnie, goni mnie po tym kraju żeby każdą górkę, zamek, czy dolinkę zobaczyć, choć ona to tak skrzętnie maskuje