Gdy już zobaczą wszystkie możliwe bajki, poznają zasoby wirtualnego dziecięcego świata, zaczynają się przepychanki dosłowne i słowne w sumie, należy wkroczyć aby nie doszło rozlewu krwi, są patenty stałe,sprawdzające się zawsze.
Pieczenie ciasta, niech mieszają, przesypują, próbują, rozbijają.Następnie buzie zajęte konsumpcją co daje nawet około dwóch godzin spokoju.
Efekt widoczny, już tylko na zdjęciu bo choć na razie apetyty na inne potrawy minimalne, ciastem nie gardzą.
Jako że nie ominął nas antybiotyk, musieliśmy podawać prebiotyki, farmaceutka poleciła mi ten w formie czekoladowych misiów, sprawdził się idealnie bez marudzenia i podstępów.
Słyszałam także o gęsim tłuszczu, jednak nigdy go nie wypróbowywałam, do teraz, smaruje małe piersiątka,ciepło rozlewa mi się po dłoniach i po małych ciałkach, czasem dobrze posłuchać mamusiek








Słodziaki! Niech zdrowieją szybciutko! :*
OdpowiedzUsuńmybeautifuleveryday.blogspot.com
Dzięki Izuś bardzo
Usuńduzo zdrowka! :)
OdpowiedzUsuńDziękuje bardzo
UsuńSuper ten pomysł z malowaniem makaronu! Nie znałam tego :-).
OdpowiedzUsuńi już znasz, pewnie masz masę patentów które ja będę ściągać heh
UsuńUroocze maluszki :) Ja mam trójkę - ale zwierzęcych ;p na brak nudy narzekać nie mogę!
OdpowiedzUsuńA czy Ty wzięłaś już udział w moim konkursie, w którym nagrodą są śniegowce UGG? ;-) Ściskam!
i ja ściskam pędzę do Ciebie
UsuńFajne pomysły:) I nie wiedziałam o czekoladowym acidolacu, dzięki! Pozdrowionka!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam także bardzo serdecznie
UsuńDużo zdrowia!
OdpowiedzUsuńZapamiętam ten smalec na przyszłość.
to świetny stary sposób, polecam z pełną odpowiedzialnością
Usuń